Szeregowy urzędnik samorządowy zatrudniony w pewnym urzędzie, w jednym z miast wojewódzkich.
Blog > Komentarze do wpisu

eClicto w urzędzie

Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, wczoraj zbiorowo obejrzeliśmy w pracy konferencję prasową, na które przedstawiono czytnik eClicto. Obejrzeliśmy z paru powodów:

  • nie było Pani Kierownik, która siedzi w domu na L-4;
  • jest niemal połowa grudnia i mamy mniej pracy;
  • jak większość facetów, tak i my lubimy nowinki techniczne i gadżety;
  • sekretarka Kasia również lubi nowe zabawki elektroniczne;
  • jakieś 2-3 lata temu do Urzędu zawitał sprzedawca tego typu urządzeń, chcieliśmy zapoznać się z nowymi trendami.

Zabawliśmy się zatem w stereotypowych urzędników. Zrobiliśmy kawę, ktoś podrzucił ciastka i zasiedliśmy przed największym monitorem w pokoju. Wrażenia jednak mieliśmy mieszane. Sam sprzęt jest ciekawy, ale konferencja była tragikomiczna.

Jak to w przypadku urzędników samorządowych, mieliśmy skojarzenia z lokalną polityką. W tym przypadku takie skojarzenia aż się pchały do głowy. Przedstawiciele firmy Kolporter zachowywali się jak urzędnicy zarządu województwa, odpytywani na okoliczność niezbyt przemyślanych decyzji. Tutaj pominą pytanie, tam odpowiedzą na inny temat, w jeszcze innym miejscu bardzo ostrożnie wypowiadają się na temat, który powinni mieć znany od podszewki.

 

Jednak całość warto byłoby obejrzeć. Choćby po to, żeby przekonać się, że takie urządzenia w obecnie proponowanym kształcie nie mają racji bytu w urzędach. Czego brakowało z naszej perspektywy?

  1. Większej liczby kolorów. Oczywiście ideałem byłby czytnik w pełni kolorowy, ale takie rozwiązania są drogie. Tym niemniej 4 odcienie szarości to zdecydowanie za mało, powinna być to paleta 16 barw, obecny standard.
  2. Wygodnego czytania prasy. W chwili obecnej eClicto może czytać tylko książki. Być może dałoby zapakować się na niego Monitory Polskie czy Dzienniki Ustaw, ale pewności nie mam.
  3. Możliwości odczytu plików w formacie RTF / DOC / ODT.
  4. Możliwości zaznaczania i kopiowania tekstu oraz wprowadzania notatek czy choćby zakładek. Bez takiej opcji każdy czytnik e-booków będzie w urzędzie rzeczą kompletnie nieprzydatną.
  5. Normalnej ceny. Proponowane 900 złotych to cena bliska małym netbookom. Z perspektywy urzędu większy sens ma zakup bardziej uniwersalnego netbooka, niż czytnika e-papieru.

Oczywiście to spojrzenie z perspektywy przydatności tego typu urządzeń w pracy urzędnika.

czwartek, 10 grudnia 2009, urzednikpubliczny

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
testeq
2009/12/10 09:17:55
Piszesz: "Czego brakowało z naszej perspektywy? Wygodnego czytania prasy. W chwili obecnej eClicto może czytać tylko książki. Być może dałoby zapakować się na niego Monitory Polskie czy Dzienniki Ustaw, ale pewności nie mam."

To jest dla mnie "killer application" w przypadku Kindle. Codziennie rano, automagicznie gazeta jest dostarczana przez sieć komórkową (szkoda, że nie ma żadnej polskiej, a czeska jest).
-
urzednikpubliczny
2009/12/10 16:34:11
W przypadku wydawnictw specjalistycznych, a takie głównie czytamy, przeważają dwutygodniki i miesięczniki. Wystarczyłoby zatem, aby po wykupieniu prenumeraty nowy numer pojawiał się na liście plików do pobrania. Przy pierwszym podłączeniu czytnika czasopismo byłoby ładowane. Oczywiście przesłanie przez sieć GSM jest znacznie bardziej wygodne i nie jest uzależnione od podłączenia czytnika do komputera. Ale to pieśń odległej przyszłości.
-
testeq
2009/12/10 21:14:49
@urzednikpubliczny: Myślę, że Kolporter był w stanie zaoferować czytnik z modułem GSM, tylko nikomu tam nie zależy na sukcesie. Nie dostrzegli możliwości wyposażenia tysięcy urzędników publicznych w takie czytniki... Można byłoby sfinansować ten projekt z funduszy unijnych.
-
testeq
2009/12/11 06:37:53
Pozwoliłem sobie dziś postawić diagnozę, dlaczego uważam, że eClicto to tylko eksperyment, który niebawem stanie się historią: biz.blox.pl/2009/12/Noga-czy-glowa.html
-
urzednikpubliczny
2009/12/11 22:56:42
Nas nikt nie zauważa, tylko słyszymy ciągle o piciu kawy... ;)

Bardziej na serio, to nie wiem czy jest nam to potrzebne do pracy. Wszystko zależy od dwóch rzeczy: ceny czytnika oraz dostępności publikacji fachowych. Jeśli czytnik kosztowałby niewiele, a najnowsze wydania czasopism oraz publikacji urzędowych przesyłane byłyby natychmiast, mogłoby to mieć sens.
Oczywiście dochodzą jeszcze kwestie łatwego kopiowania fragmentów tekstu z czytnika do komputera, ale to już szczegóły.
-
Gość: R, 195.205.171.*
2009/12/12 20:46:30
Czytnik nie jest bardziej skomplikowany niż GPS, a produkcja ekranu prostsza i tańsza, sam pomysł e-ink pochodzi z lat 70 - wiele z nas bawiło się zmazywanymi ekranami, zasada jest ta sama. Więc skąd ta cena i komplikacje? Z pazerności i przekonaniu, iż polski konsument jest naiwny i rzuci się na półprodukt - jest kryzys, czasy naiwności się skończyły a jak coś kupię to musi mi długo służyć i być kompatybilne. Kupno GPS i instalacja Mobipocketa jest wobec tego bardziej opłacalna, a za przypuszczalną cenę czytnika 10 cali kupię pewnie nowego dotykowego acera w wersji tablet i timeline.
-
testeq
2009/12/12 21:44:28
@R: To w ogóle jest spisek ogólnoświatowy - Kolporter zmówił się z Amazonem, Barnes&Noble i innymi producentami czytników - wszędzie cena jest podobna!